Zwróćcie uwagę na to, jak powszechnie we wszystkich zakątkach świata i od wieków są używane maski. Najstarsze o jakich wiemy były już w paleolicie, zostały uwiecznione w rysunkach naskalnych, choćby w Lascaux, osiemnaście tysięcy lat temu. Niewyobrażalnie dawno, tak dawno, że ośmielę się powiedzieć, że nosimy maski od zawsze. Te pierwsze, o których wiemy – z naskalnych malowideł – były używane w czasie polowań i zapewne w czasie rytualnych przygotowań do nich. Chodziło o to, żeby zbliżając się do ofiary udawać niegroźne zwierzę.
Społeczne maski pełnią podobną rolę, kiedy mamy do załatwienia jakąś sprawę. Porównajmy: myśliwy z paleolitu, w czasie rytualnych tańców przed łowami, przyodziany w maskę zwierzęcia, które chciał upolować, stawał się jednocześnie łowcą i ofiarą. Pomyślmy o karnawałowych przebierankach, o balach maskowych. Jesteśmy wtedy sobą i kimś innym. Możemy sobie pozwolić – w przebraniu – na inne zachowanie. No właśnie inne jako nam obce? Czy jednak nasze, tyle, że na co dzień skrzętnie skrywane. Odpowiedź jest oczywista, ale na bieżąco nieczęsto i raczej niezbyt chętnie o tych skrywanych aspektach siebie myślimy. A szkoda, bo i te miłe i te niemile, i te dobrze widziane i niechętnie przyjmowane, bo burzą nam wyidealizowany obrazek nas samych, to wszystko są nasze zasoby i im większy mamy do nich dostęp, do wszelkich naszych, również tych ciemnych, spraw, tym bogatsza staje się nasza osobowość.
Maska pozwala jednocześnie coś ukryć i coś bezkarnie ujawnić. Pozwala zakpić z autorytetów i oswoić starchy – nie ma co bać się duchów, jeżeli samemu można nim być.
Więcej na ten temat usłyszycie w odcinku „Maski, gęby i prawdziwe ja” w zakładce Podcast
