2012 – Bartoszko Leokadia – „Atest”
„Przesadnie silne superego, które wchłonęło świadomość, z bezwzględną gwałtownością sroży się przeciwko „ja”, jak gdyby opanowało cały sadyzm pozostający w dyspozycji jednostki. Zgodnie z naszym pojmowaniem sadyzmu powiedzielibyśmy, że destrukcyjne komponenty nagromadziły się w superego i zwróciły przeciwko „ja”. To, co teraz rządzi superego, jest jak gdyby czystą hodowlą popędu śmierci…” (Zygmunt Freud, „Ego i id”, 1923 r.)
Czy można być swoim własnym wrogiem? Wrogiem własnej kreatywności, sabotażystą osiągania sukcesów? Wydaje się to być wbrew zdrowemu rozsądkowi, a nawet wbrew podstawowemu instynktowi samozachowawczemu. Ludzka natura nie jest jednak rozsądna, rządząca nami nieświadomość lekceważy zasady logicznego myślenia, a nasze instynkty mają nie tylko pokojowe usposobienie. Niektórzy ludzie pomimo posiadanych predyspozycji albo talentów nie potrafią skorzystać ze swojego potencjału – nie mogą przekroczyć pewnego progu, przebić się, awansować w pracy, być docenionymi albo zbudować dobrego dla nich związku.
„Ja” to poczucie siebie, własnego ciała i własnej tożsamości. To również ambicje, marzenia i umiejętności. Oraz osądy, system wartości, indywidualne reguły, nakazy i zakazy – rodzaj wewnętrznego, psychicznego urzędu, wychowawcy albo rodzica. A z urzędami i rodzicami wiadomo, różnie bywa. Są instytucje pomocne obywatelom i naprawdę opiekuńcze, są kochający rodzice, ale są też biurokraci, których jedynym celem wydaje się być rzucanie kłód pod nogi, dyktatorskie rządy stosujące represje i rodzice, którzy zazdroszczą swoim dzieciom ich możliwości. Świat bywa również niefajny i to nie tylko ten zewnętrzny, ten własny, wewnętrzny też.
Ronald Britton w artykule „Superego destrukcyjne dla ego” opisał pacjentów, którzy „doświadczają nieustannego zagrożenia ze strony wrogiego superego, które najsilniej atakuje wszelkie przejawy niezależnego rozwoju osobowości, dojrzałości seksualnej oraz kreatywności”. Odwołał się do Melanie Klein, która kładła nacisk przede wszystkim na wrodzone popędy destrukcyjne i możliwości powstawania uczuć opiekuńczych, troski i empatii, na wzajemne relacje danych nam od urodzenia zdolności do kochania i nienawidzenia, ale trochę inaczej rozłożył akcenty – podkreślił również znaczenie opieki rodzicielskiej. Jego podstawową tezą jest to, że w niekorzystnym scenariuszu kształtowania się osobowości wraz z pojawianiem się indywidualności rozpoczyna się atak przeciwnej temu części aparatu psychicznego, która wydaje się nie tolerować jakichkolwiek przejawów kreatywności: czy to w budowaniu związków, czy w rozwoju osobistym, szkolnym albo zawodowym czy wreszcie w planach polepszenia własnego życia. Ta wroga część osobowości to opisywane przez Wilfreda Biona okrutne, mordercze superego, „antylibidinalne ego’ w tekstach Ronalda Fairbairna albo „nienormalne superego, które zwłaszcza pozycję i uzurpuje prawa normalnego superego”, gdyby skorzystać z słów Edny O’Shaughnessy.
To skomplikowany i bardzo niekorzystny układ wewnętrznych sił, który jednak można prędzej czy później zmienić. Ronald Britton w kilku artykułach podaje przykład Karola Darwina, któremu dwadzieścia lat zajęło zmaganie się z samym sobą zanim opublikował dzieło swojego życia „O powstawaniu gatunków w drodze doboru naturalnego”. W końcu jednak to zrobił. Lepiej późno niż później, czyż nie?
