Niektórym ludziom trudno jest ujawniać się ze swoimi potrzebami. Bywa, że nawet tak naturalne, ludzkie pragnienie, jak to, żeby przynależeć do jakiejś grupy albo być w przyjacielskim lub miłosnym związku, jest przeżywane jako oznaka słabości. Zdarza się, że ten czy ów nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, że taką potrzebę ma. Ta pomyłka wynika z przekonania, świadomego lub nie, że samowystarczalność jest oznaką sprawności, dojrzałości i mocy. Tymczasem nasza dobra kondycja psychiczna wynika przede wszystkim z nabywanych doświadczeń, wiedzy i umiejętności oraz z gotowości i odwagi do poznawania siebie i dokonywania zmian. Samowystarczalność, tak często mylona z samodzielnością i niezależnością, nie ma z nią nic wspólnego, tym bardziej, że jest grą pozorów – rodzajem maski zakładanej na rzecz bywania „wśród ludzi”. Jest to jedynie udający zaradność i siłę kostium, a kosztem jego zakładania jest osamotnienie. Taki sposób radzenia sobie z lękiem, odczuwanym na przykład jako nieśmiałość, nie daje autentycznego poczucia bezpieczeństwa i pewności siebie.
Zrezygnowanie z takiej nakładanej na siebie zbroi nie jest łatwe. Oznacza różne niedogodności wynikające z porzucania utrwalonych, „bezpiecznych” nawyków i jest podobne do wyjścia na wolność po wielu latach uwięzienia w odosobnieniu. W nowej sytuacji niełatwo jest się od razu odnaleźć, tym bardziej, że na przeszkodzie stoi utrwalony, najczęściej od wczesnego dzieciństwa, lęk przed odsłonięciem własnej wrażliwości. Nasz rozwój to zmiany, a każda zmiana wymaga odwagi i to właśnie jej odnajdywanie w sobie buduje prawdziwą dojrzałość i siłę.
